Produkcja pieniądza papierowego to megaskomplikowana sprawa. Najpierw ktoś musi sobie wymyślić projekt takiego banknotu i go narysować. Ktoś inny taki projekt ogląda, ocenia i zatwierdza, aby ktoś inny mógł przygotować odpowiednie matryce. Później banknot jest drukowany, cięty, sprawdzany i w końcu emitowany. Nie ma szans, aby na takim banknocie, który przeszedł przez tyle rąk, znalazł się jakiś błąd. No po prostu nie ma takich szans!
Ale hola, hola, poczekajcie! Skoro żyjemy w kraju, w którym miliony Polaków wybrało „Koko koko, Euro spoko” na hymn Euro 2012, to na pewno na banknotach też coś się da spierniczyć, no nie? I tak oto powstała lista 3 najciekawszych historii, kiedy to emitent polskiego pieniądza tuż przed wzięciem się do pracy powiedział „potrzymaj mi piwo…”.
Pierwsze polskie banknoty powstały w okresie insurekcji Kościuszkowskiej, a więc w 1794 r., kiedy to Polacy postanowili pobić się trochę z Rosjanami i poprosili Pana Tadeusza Kościuszkę, aby im trochę „ponaczelnikował”. Ponieważ wszelkiego kruszcu brakowało na potęgę, powstańcy wpadli na niegłupi pomysł, aby brzęczące monety zastąpić papierkami.
I tak zaczęto na szybko produkować pierwsze banknoty – złotówki i grosze, które dla kolekcjonerów są czymś wyjątkowym. Stety-niestety na banknotach tych jest masa błędów literowych – poprzestawiane lub brakujące literki, odwrócone znaki.
I tak powstały dużo walorów, w których są poprzestawiane literki lub znaki, albo w ogóle ich brakuje. Są banknoty z wyrazami "wszlkich" zamiast "wszelkich", albo takie z typowymi bykami ortograficznymi w stylu "funduszuw", "bedzie", "Uchwaly", "Narodawey". Co ciekawe część z tych banknotów ma właśnie większą wartość kolekcjonerską, ze względu na pojawiające się w nich błędy, ale są również i wyjątki, gdzie te banknoty z prawidłową pisownią są rzadsze (a przez to wyżej wyceniane).
Biorąc pod uwagę, że powstańcy działali pod presją czasu i wojny, naprawdę można zrozumieć i wybaczyć im te proste błędy. Całkowicie inaczej jest w przypadku miejsca 2. i 1. tego rankingu.
Po pierwszej wojnie światowej trzeba było wprowadzić nowe banknoty polskie. Zadanie zaprojektowania nowych marek polskich (ciekawostka – złote polskie pojawiły się dopiero w 1924 r.) zostało powierzone Panu Adamowi Jerzemu Połtawskiemu. I wszystko byłoby super, gdyby nie jeden szczegół.
Pan Połtawski zaprojektował m.in. banknoty 1 mkp (marek polskich), 5 mkp, 20 mkp, 100 mkp i 1000 mkp. Na tych trzech ostatnich postanowiono uwiecznić Tadeusza Kościuszkę, którego twarz w owym czasie pojawiała się na banknotach tak często jak Pani Anna Lewandowska na Onecie.
Ale co tu się wydarzyło na 20 markach polskich? Pan Połtawski rysując porter Kościuszki wzorował się na portrecie… innej osoby. Tak więc inspirując się portretem szanownego hrabiego Józefa Kossakowskiego narysował porter na rewersie banknotu i podpisał go „Tadeusz Kościuszko”. Co najlepsze, poniżej jeszcze wrysował swoją sygnaturę (monogram), czyli de facto podpisał się dumnie pod jednym z największych faux pas polskiej notafilistyki. I można by to tłumaczyć tym, że przecież nie było wtedy fejsa, a nawet i zdjęć naczelnika Kościuszki, ale przecież tego samego Kościuszkę projektant rysował na banknotach 10 mkp i 1000 mkp… i tam zrobił to dobrze. Nawet porównując te wszystkie banknoty widać wyraźne, że przedstawione są dwie różne osoby. Jak to możliwe, że genialny projektant tego nie zauważył? Pozostanie to już jego tajemnicą.
Wyobraź sobie początek lat dziewięćdziesiątych XX-wieku. Pozbyliśmy się tej durnej komuny i w końcu możemy sami decydować za siebie. Teraz już będzie tylko lepiej.
Niestety szaleje u nas hiperinflacja. Trzeba drukować coraz to większe nominały, ponieważ za pieniążki, które mamy w portfelach już się nic nie da kupić (to tak jakby teraz jechać do supermarketu na większe zakupy z woreczkiem groszówek w ręku). Powstaje więc konieczność wyemitowania banknotu 2.000.000 zł.
Dobra, ale mamy już komputery, świat poszedł na przód, w PWPW pracuje pełno specjalistów, więc do cholery – tym razem na pewno nic nie schrzanimy!
I tak do obiegu trafia słynne 2.000.000 zł z Ignacym Paderewskim na awersie. I nadchodzi ten (bardzo późny) moment, kiedy w końcu, gdy banknot już obiega wśród Polaków, ktoś dostrzega, że na rewersie jest okropna literówka i to w jakim wyrazie! Zamiast „Sejm Konstytucyjny” jest obrzydliwe „Sejm Konstytucyjy”. Fuj! To tak jakby zaprojektować samochód, wyprodukować go i nagle usłyszeć od pierwszego klienta „Super, fajnie, ale dlaczego w tym aucie są tylko 3 koła?”.
Banknot szybko poprawiono, a kolekcjonerzy odłożyli sobie te tzw. „dwumilionówki z błędem” z nadzieję, że będzie to naprawdę cenny walor. I faktycznie tak było, ale tylko do 2014 r., kiedy to NBP wypuścił na rynek kolekcjonerski całą masę tych (i innych) banknotów. Ale to już temat na całkowicie odmienną historię (wpis na blogu) …
Podane przykłady to oczywiście nie jedyne sytuacje, gdy na polskich banknotach było coś źle wydrukowane. Były też błędy na banknotach emitowanych przez Rosjan dla „wyzwalanej” Polski w tzw. serii lubelskiej z 1944 r., czy też błędy na banknotach emitowanych przez Niemców dla nas w trakcie I wojny światowej. Ale były to błędy gramatyczne świadczące bardziej o tym, że ci co twierdzili, że przyszli nam z pomocą nawet nie znali dobrze naszego języka.
A może znasz jeszcze jakieś przykłady „wielbłądów” na polskich banknotach? Jeśli tak, to koniecznie daj mi znać 😊
Chcesz skorzystać z treści zamieszczonych na Banknociarz.pl? Żaden problem, ale nie bądź łobuz i nie rób tego bez mojej wiedzy.
Dużo czasu poświęciłem, aby stworzyć tą stronę i byłoby super, gdybyś udostępnił moje treści za moją wiedzą i z oznaczeniem skąd je wziąłeś. Będę niezmiernie wdzięczny.
Kolekcjonowanie polskich banknotów to świetna frajda i moja pasja. Stworzyłem tą stronę, aby zebrać w niej wszystkie najcenniejsze informacje dla każdego początkującego kolekcjonera. Jeżeli chcesz wziąć udział w tworzeniu Banknociarz.pl to serdecznie zapraszam Cię do kontaktu!
kontakt@banknociarz.pl
A website created in the WebWave website builder